Webmastering, Tworzenie stron www, grafika

TakJakby.pl - różnice pomiędzy kobietą, a mężczyzną w humorystyczny sposób :)

Historia firmy NetSprint.pl: jak twórcy wyszukiwarki internetowej znaleźli sposób, by zarabiać

Plany były proste. Chcieliśmy stworzyć w Polsce wyszukiwarkę dorównującą najlepszym na świecie. Potem mieliśmy sprzedawać licencje portalom i serwisom internetowym - wspomina informatyk Tomasz Skalczyński. Był rok 1999. Skalczyński w tandemie ze swym kolegą Kamilem Nagrodzkim skończył właśnie prace nad systemem handlu elektronicznego dla internetowego sklepu Merlin - jednej z pierwszych (i do dziś jednej z największych w tej branży) księgarni internetowych w Polsce. Blisko 30-letni dziś informatycy mieli wolne moce przerobowe. A światowa gorączka, która wywindowała wkrótce wyceny firm związanych z internetem do kosmicznych poziomów, stopniowo przybierała na sile.

Dlaczego właśnie wyszukiwarka? - Stworzenie profesjonalnej wyszukiwarki to bardzo duże wyzwanie dla informatyka. Z drugiej strony ceny licencji na wyszukiwarki szły wtedy w setki tysięcy dolarów. Pomyśleliśmy: ciekawe zadanie i szansa na duże pieniądze - odpowiada Tomasz Skalczyński. Wraz z dwiema innymi osobami założyli spółkę informatyczną XOR Internet i zespół sześciu informatyków przystąpił do pracy.

NetSprint - bo taką nazwę otrzymała wyszukiwarka - była gotowa w drugiej połowie 2000 r. W sierpniu nową polską wyszukiwarkę zdecydował się kupić wchodzący na rynek portal Hoga.pl. Tak twórcy NetSprintu sprzedali swą pierwszą licencję.

Jak się okazało - na długo ostatnią.

Dzierżawa zamiast sprzedaży

Wyszukiwarka to narzędzie znane chyba każdemu, kto choć raz w życiu miał do czynienia z internetem. Jej zadaniem jest przeszukiwanie na życzenie internauty przepastnych zasobów globalnej sieci i przedstawianie listy witryn internetowych z poszukiwaną przez niego zawartością (pytanie zadaje się, wpisując słowa kluczowe, hasła itp.). Aby internauta nie stracił cierpliwości, wszystko musi odbywać się błyskawicznie. Zalety NetSprintu miały polegać m.in. na szczególnym przystosowaniu do zawiłości języka polskiego oraz skutecznym odsiewaniu witryn ważnych od mało istotnych dla pytającego.

Klauzule poufności do dziś nie pozwalają twórcom NetSprintu ujawnić wartości umowy z Hogą. Nieoficjalne informacje mówią o kilkuset tysiącach złotych. - Płatności były rozłożone w czasie. W każdym razie ta umowa dała firmie zastrzyk finansowy pozwalający na dalszą działalność - mówi Artur Banach, który dołączył do spółki później z zadaniem rozwijania pomysłów na biznes. W dużej mierze pozwoliło to XOR Internetowi przeżyć chude lata. Kolejne próby sprzedania licencji na NetSprint konsekwentnie kończyły się bowiem niepowodzeniem. Niedawny internetowy boom zastąpiła fatalna stagnacja.

- Cóż, w życiu każdej spółki są chwile trudne, trochę baliśmy się, że przyjdzie nam zwinąć żagle - uśmiecha się Skalczyński. - Na szczęście dodatkowe pieniądze firmie udawało się zarabiać na różnych doraźnych usługach informatycznych. Artur Banach: - Trochę się spóźniliśmy. Główne polskie portale miały już swoje wyszukiwarki i nie były zainteresowane ofertą NetSprintu. Prowadziliśmy nawet negocjacje i testy na rynku niemieckim i w Skandynawii, ale nie doszło do żadnych umów. Stało się jasne, że w ten sposób NetSrint wiele nie zwojuje.

Skoro nie było chętnych na kupowanie wyszukiwarki, jej twórcy postanowili zaproponować korzystanie z niej na innej zasadzie. We wrześniu 2001 r. uruchomili w internecie własny serwis wyszukiwawczy Netsprint.pl, by pokazać i spopularyzować swój produkt. Oszczędny w formie, wyraźnie wzorowany wizualnie na Google (jednej z najpopularniejszych wyszukiwarek na świecie), NetSprint szczyci się m.in. szybkością, z jaką odpowiada użytkownikowi na zadane pytanie. Jednocześnie firma zaoferowała serwisom internetowym swą wyszukiwarkę na zasadzie dzierżawy przez internet.

Serwis, który się na to zdecyduje, może oferować tę wyszukiwarkę użytkownikom swojej własnej witryny. Choć "fizycznie" wyszukiwarka pracuje na serwerach NetSprintu, zostaje dostosowana wizualnie do wyglądu strony klienta. Na witrynie z wyszukiwarką serwis może serwować internautom własne reklamy i liczyć na wsparcie techniczne specjalistów z NetSprintu. Wszystko to za stałą miesięczną opłatą - w zależności od zakresu usługi i wielkości serwisu wynosi ona od 160 zł do 2,8 tys. zł.

- To był strzał w dziesiątkę. Okazało się, że chociaż mało kogo stać w Polsce, by kupić na własność licencję na wyszukiwarkę i samemu ją potem utrzymywać, jest wielu chętnych do jej wydzierżawienia - mówi Artur Banach. Jak podaje, dziś z NetSprintu korzysta w ten sposób ponad 50 polskich serwisów internetowych, w tym np. należący do telekomunikacyjnej Netii portal Internetia i serwis Computerworld.pl (własność branżowego wydawnictwa IDG).

Ukoronowaniem nowej strategii stała się zmiana nazwy firmy. Ze względów marketingowych spółka XOR Internet przechrzciła się na NetSprint. - Drugim udanym posunięciem okazało się wprowadzenie na przełomie 2001 i 2002 r. linku sponsorowanego - mówi Banach.

Producent kominków, hurtownia gwoździ

Link sponsorowany jest rodzajem usługi reklamowej. Analizy licznych firm badawczych dowodzą, że klikanie w adresy (linki) pokazywane przez wyszukiwarkę to jedna z najważniejszych dróg, jakimi internauci trafiają na witryny w sieci. Przy czym jeśli lista takich adresów liczy np. kilkadziesiąt czy kilkaset pozycji, największą szansę na przyciągnięcie internauty mają oczywiście witryny, których adresy podane są jako pierwsze. Nic prostszego więc, jak zapłacić operatorowi wyszukiwarki, by dany adres internetowy pokazał się na liście na czołowych pozycjach.

W porównaniu z denerwującymi internautów banerami czy innymi formami reklam linki sponsorowane są stosunkowo dobrze przyjmowane przez użytkowników internetu. Klika w nie znacznie większy odsetek internautów niż np. w banery (niektóre badania mówią nawet odpowiednio o 40 proc. wobec 2 proc.). - To jedyna forma reklamy w internecie, przy której łatwo jest pokazać reklamodawcy zwrot z inwestycji w taką reklamę - mówi Artur Banach. - Ponadto jest to idealny rodzaj reklamy dla niewielkich przedsiębiorców. Gdzie ma się reklamować w internecie np. producent kominków czy hurtownia gwoździ? Tylko w wyszukiwarkach. Gdy ktoś wpisze hasło "kominki", adres witryny tego producenta pokaże się u nas jako pierwszy i wyróżniony.

NetSprint zastrzega, że oprócz linku sponsorowanego - który zostaje wyraźnie odznaczony jako płatna reklama - nie prowadzi dwuznacznych etycznie praktyk polegających na wstawianiu ukradkiem opłaconego adresu w listę wyników. - To byłoby nadużywanie zaufania internautów. Wyniki muszą być obiektywne - zapewnia Banach.

Firmy płacą za liczbę wyświetleń swojego adresu. W zeszłym roku NetSprint obsłużył w ten sposób ponad 180 klientów - w tym tak duże firmy, jak mBank, Volvo, Era czy Lucas Bank. Minimalny koszt takiej usługi to zaledwie 280 zł. Z kolei największy jak dotąd budżet, jaki wpłynął do NetSprintu od pojedynczego klienta, to około 20 tys. zł. Obecnie firma realizuje około setki kampanii. Według Banacha aż 70 proc. reklamodawców, którzy wykupili w jego wyszukiwarce linki sponsorowane, przedłuża umowy po zakończeniu kampanii.

Inwestor bez presji

W sierpniu ubiegłego roku NetSprint po raz pierwszy wykazał w skali miesiąca zysk netto. Od tego czasu spółka jest dochodowa i jej właściciele zakładają, że nie będzie już trzeba dokładać do jej utrzymania (cały ubiegły rok udało się ostatecznie zamknąć na niewielkim finansowym plusie). Ludzie z NetSprintu pracują dzisiaj w dwóch zamienionych na biura wynajętych mieszkaniach w centrum Warszawy. W jednym sześciu informatyków rozwija nowe wersje wyszukiwarki. Drugie, zaledwie trzyosobowe biuro to administracja i sprzedaż. - Niemal wszyscy nasi informatycy od początku pracują przy tym projekcie. Ich doświadczenie jest naszym głównym atutem - uważa Banach.

W grudniu zeszłego roku największy amerykański portal Yahoo! poinformował, że przejmuje firmę Inktomi - znaną z produkcji systemów przeszukiwania internetu, ale borykającą się ostatnio z problemami finansowymi. Wartość umowy określono na 235 mln dol. Przedstawiciele NetSprintu nie ukrywają, że inwestor strategiczny byłby także dla warszawskiej firmy perspektywą nie do pogardzenia. - Do tej pory rozwijaliśmy się sami. To miało zalety, choć gdyby pojawił się inwestor gotowy do wyłożenia poważnych pieniędzy, ekspansja spółki następowałaby pewnie szybciej. Np. duży portal w tej roli byłby sensowną opcją - mówi Banach.

Tomasz Skalczyński: - Od początku staraliśmy się o inwestora, najchętniej branżowego. Prowadziliśmy wiele rozmów. Najbardziej zaawansowane toczyły się rok temu z dużą polską spółką związaną z internetem. Po badaniu niezależnej firmy konsultingowej wycena wartości naszej firmy brzmiała 8-12 mln zł. Ale ostatecznie do żadnej transakcji nie doszło.

Jak twierdzą przedstawiciele NetSprintu, od kiedy firma stała się dochodowa, presja, by znaleźć inwestora, jest już o wiele mniejsza. - Temat jest otwarty, ale oczywiście w tej sytuacji oczekiwania finansowe udziałowców rosną. Firma stała się źródłem dochodów i wszystko wskazuje na to, że będą one rosnąć - mówi Skalczyński. Prognoza przychodów na ten rok to 1,8 mln zł.

Jeszcze w tym kwartale NetSprint ma ujawnić nową, ponoć znacznie udoskonaloną wersję swej wyszukiwarki. Chce z nią ponownie poszukać szczęścia w krajach sąsiednich, w tym na rynku niemieckim, licząc na to, że konkurencyjna cena usług NetSprintu pomoże polskiej wyszukiwarce skutecznie rywalizować tam z dominującą na świecie konkurencją amerykańską. Wcześniej można spodziewać się informacji o nowej dużej umowie NetSprintu, która ma jakoby bardzo mocno zasilić kasę firmy. - W ciągu kilku najbliższych miesięcy nawiążemy ścisłą współpracę z jednym z głównych graczy na polskim rynku portali internetowych - zapowiada Artur Banach. Na razie, zasłaniając się tajemnicą handlową, nie chce powiedzieć nic więcej.

- Internet rozrasta się w postępie geometrycznym i system wyszukiwawczy musi być tak skonstruowany, by mógł się z tym zjawiskiem ścigać. Jeśli NetSprint będzie w stanie nadążyć za rozwojem internetu w Polsce, możemy śmiało walczyć o rynki zagraniczne - mówi Banach.

Ani Tomasz Skalczyński, ani Kamil Nagrodzki (razem mają 50 proc. udziałów w NetSprincie) nie angażują się już w bezpośrednie zarządzanie spółką. - Włączamy się cały czas w prace informatyczne. Ale przedsięwzięcie zostało już rozpędzone, rozwija się, a my mamy kolejne pomysły - mówi Skalczyński.

Zródło: http://firma.netsprint.pl/

 


Stworzone dzięki Joomla!. Designed by: business hosting postgresql Valid XHTML and CSS.